
Była wszechstronnie uzdolniona. Zaczynała tańcząc w balecie, potem studiowała sztukę aktorską, by wreszcie zagrać w pierwszym polskim filmie "Niewolnica zmysłów".
Ta biedna dziewczyna z Browarnej, warszawskiego Powiśla, wspięła się (dzięki ciężkiej pracy, talentowi i szczęściu) aż na sam szczyt Hollywood w okresie jego rozkwitu.
Życie Poli to jednak nie tylko prosta historia kopciuszka. Ta drobna istota na swojej drodze spotkała bowiem prawie wszystkie znaczące postaci XX-wieku. Grała u Maxa Reinhardta, jadała kolacje ze Straussem. Sarah Bernhardt pierwsza zobaczyła w niej gwiazdę. Chaplin i Valentino starali się o jej rękę. Einstein był jej sąsiadem. Picasso chciał malować portret, Styka namalował. Polubił ją George Bernard Show, krytykował Ernest Hemingway. Wyszła najpierw za mąż za polskiego hrabiego, a potem za gruzińskiego księcia. Wreszcie po krachu na giełdzie nowojorskiej podjęła najgorszą decyzję swojego życia - przyjęła intratną propozycję UFA i tak stała się gwiazdą III Rzeszy. Z opinią kochanki Hitlera nikt jej już nie chciał w Hollywood. Ostatnim, który podał jej pomocną dłoń, był Walt Disney. Dzięki niemu, w wieku 67 lat zagrała w filmie "Moon spinners". Był to jej ostatni film, gdyż w 1974 roku odmówiła zagrania w "Sugarland Express" Stevenowie Spielbergowi. Zmarła w 1987 roku w San Antonio.